[VIDEO] Czy lubelska Prokuratura Okręgowa poradzi sobie w XXI wieku z odczytaniem danych z telefonu zmarłego w niewyjaśnionych okolicznościach 30-letniego Michała Grzyba?
- Zrobimy wszystko by uzyskać dane ze zniszczonej kości pamięci tego telefonu. Wciąż nie wiemy dlaczego została zniszczona i przez kogo - przekazuje w wywiadzie dla Telewizja.Patriot24.net Agnieszka Kępka, Rzecznik Prasowa Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
O sprawie zagadkowego zniszczenia telefonu Michała Grzyba pisaliśmy w artykule dostępnym pod linkiem:
Przypomnijmy, że mężczyzna został odnaleziony martwy 2-go lipca 2019 roku na łące w okolicach wsi Gózd w województwie lubelskim.
- Widziałem, że w tylnej kieszeni miał telefon i to wcale nie zniszczony. Jak to się dzieje, że teraz nie można odczytać z niego danych? - pyta ojciec Ryszard Grzyb.
Te informacje potwierdza Rzecznik Prasowa Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Agnieszka Kępka. I wciąż nie potrafi odpowiedzieć w jaki sposób i kto zniszczył solidną kość pamięci wewnątrz telefonu nie niszcząc jego obudowy?
Rzecznik obiecuje, że prokuratorzy odnajdą w Polsce firmę, która będzie próbować skutecznie odzyskać te dane. Bo firma z Katowic, z którą do tej pory ta prokuratura współpracowała, nie była w stanie tego dokonać.
Zadziwiające jest, że po odnalezieniu ciała Michała śledczy nie wykonali dowodowych zdjęć telefonu, który miał przy sobie w tylnej części spodni, leżąc na brzuchu. Tym bardziej, że w krzakach odnaleziona została bateria z tego telefonu!
Mamy nadzieję, że śledczy teraz profesjonalnie podejdą do swojej pracy i naprawią wszystkie błędy proceduralne popełnione od chwili odnalezienia zwłok. Tym bardziej, że mamy do czynienia ze śmiercią człowieka, czyli potencjalnie zbrodnią.
Pięcioletni syn Julii z Białegostoku od kilku miesięcy pozostaje poza opieką matki. Chłopiec został zabrany z przedszkola, obecnie nie uczęszcza do placówki, a jego kontakt z matką i jej rodziną został przerwany. Sprawą zajmują się sąd rodzinny oraz prokuratura. Do redakcji Patriot24.net trafiły także dokumenty dotyczące wcześniejszych poważnych kryzysów psychicznych ojca dziecka, w tym próby samobójczej.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.